Benek i spółka

To najbardziej moja z moich publikacji. Opisuje autentyczne wydarzenia (nieco tylko podkręcone) i osoby (nawet nie zmieniłam imion – z wyjątkiem dwójki głównych bohaterów). Opowieści powstawały na bieżąco podczas szkolnego dzieciństwa naszych „terkowych” dzieci, z przeznaczeniem do szuflady, ale miły zbieg okoliczności i życzliwość dobrych ludzi sprawiły, że rzecz ukazała się publicznie, i to z niezrównanymi ilustracjami Tomasza Minkiewicza. Sama użyczyłam cech i mamie, i babci, bo babć w życiu naszej rodziny już wtedy nie było. Tytuł bardzo dobrze się sprzedawał, ale ciąg dalszy – opowiedziany z punktu widzenia buntowniczej siostry Benka – wciąż leży w szufladzie.

Do tych, którzy twierdzą, że się wzorowałam na Mikołajku: nie lubię Mikołajka (wolę Mateuszka), ale nic nie poradzę na to, że dzieciństwo chłopców z różnych epok i punktów na mapie bywa podobne. Do tych, którzy twierdzą, że trzecioklasista nie używa takiego słownictwa: owszem, TEN trzecioklasista używał.