Dlaczego Wikipedia?

Bo póki co ludzkość nie wynalazła nic lepszego. Tych, którzy zżymają się na jakość tego źródła, poproszę, aby wskazali lepsze – równie wielojęzyczne, olinkowane wewnętrznie i zewnętrznie, opatrzone ilustracjami i ostrzeżeniami o tym, że zawarta tu czy tam treść może być nierzetelna, a przy tym ekspansywne i przeżywające nieustanny rozwój podobnie jak ludzkie zasoby wiedzy. Tych, którzy wielbią źródła papierowe, chciałabym ostrzec. Co wydrukowane, to niekoniecznie święte, poza tym w dzisiejszych czasach szybko się dezaktualizuje. Papierowe encyklopedie nigdy nie były i nie są wolne od błędów. A co się utrwaliło drukiem i poszło w świat, tego się już nie poprawi. Najwyżej ten i ów użytkownik zaznaczy błąd na marginesie, stawiam jednak na to, że większość posiadaczy papierowej encyklopedii nie zrobi tego przez irracjonalny szacunek dla drukowanego dzieła. Wszelkie przedsięwzięcia typu Wiki mają kolosalną przewagę nad papierowymi tomiskami – można je poprawiać. Mogę to robić ja, możesz Ty. Nie święci lepią Wikipedię, tylko my, użytkownicy. Dlatego narzekanie na błędy w Wikipedii uważam za żałosne utyskiwanie wiecznie niezadowolonego Polaka. Znalazłeś błąd, jesteś tego pewien? To go popraw. Tryb edycji jest dostępny dla każdego użytkownika. Jeżeli poprawia osoba niebędąca redaktorem Wikipedii, jej poprawki poczekają do chwili, gdy przejrzy je uprawniony do tego redaktor. W polskiej Wikipedii dzieje się to bardzo szybko w porównaniu np. z rosyjską (tam w wielu hasłach poprawki całymi miesiącami czekają na czyjeś zmiłowanie). Jasne, kiedyś takim cudownym źródłem wiedzy była Encyclopaedia Britannica. Pamiętam, jak kupiłam ją sobie na warszawskich targach książki w 1999 roku (w wersji zdigitalizowanej) i oszalałam na jej punkcie, bo była… wewnętrznie olinkowana. Miała wspaniale opracowane obszerne hasła i mnóstwo nieocenionych linków wewnętrznych. Ale była dostępna tylko po angielsku i nie kosztowała mało. Kto z niej w naszym kraju tak naprawdę korzystał? Kogo było stać na papierowe tomiska spolszczonej Brytaniki? Bo oprócz tej wady, że dzieło utrwalone na papierze czy płycie szybko się dezaktualizuje, mamy jeszcze ten mankament, że opracowują je ludzie za pieniądze. Do przygotowania encyklopedii potrzebny jest sztab naukowców i innych specjalistów, nieustannie doskonalących się w swoich dziedzinach wiedzy. Tym ludziom trzeba za ich trud zapłacić. A skąd wziąć pieniądze? Ze sprzedaży dzieła. No i sorry, to się nijak nie uda. Każdy chce korzystać, mało kto jest gotów za to zapłacić. A Wikipedię opracowują entuzjaści, którym nikt nie płaci. Nawet dobrym słowem. Aha, entuzjaści zrzynają cudze dzieła i nazywa się, że „piszą” encyklopedię. Otóż nie. Encyklopedii nikt już nie pisze. Ten pomysł umarł wraz z pierwszymi francuskimi encyklopedystami. Encyklopedie, podobnie jak artykuły w popularnej prasie i książki popularnonaukowe, tworzy się w oparciu o czyjeś dokonania. To są kompilacje, nie autentyki. W Wikipedii nie wolno zamieszczać treści, które nie ukazały się uprzednio w innych publikacjach. I to jest jej atut, a nie wada. To gwarancja, że pan Czesio Wiejski Filozof z Koziej Wólki nie zamieści w encyklopedii swoich teorii na temat ciemnej strony Księżyca czy życia pozagrobowego fretek. Dlatego korzystając z Wikipedii, należy ostrożnie podchodzić do artykułów nieopatrzonych bibliografią. I dlatego niektóre artykuły mają na początku zamieszczone ostrzeżenia podpowiadające, że ta treść niekoniecznie jest prawdziwa – ktoś to ostrzeżenie zamieścił w trosce o nas, laików z danej dziedziny, ale miłosiernie nie wyciął całości, żeby nie wylać dziecka z kąpielą. To jeszcze jedna zaleta tego źródła. I jeszcze takie pytanko: widzieliście kiedyś pierwszą Encyklopedię? Tę zmajstrowaną przez Diderota, Woltera i spółkę? Ja widziałam, w muzeum, w potężnej gablocie. To monstrualne woluminy. Trudno byłoby taki jeden utrzymać w rękach, a gdyby spadł komuś na nogę – kontuzja murowana. Słuchajcie, był XVIII wiek, autorzy w 17 tomach tekstu i 11 tomach tablic zawarli swoją ówczesną wiedzę o świecie. W ilu tomach chcielibyście zawrzeć to, co dziś składa się na zasoby ludzkiej wiedzy? Gdzie i jak byście z tego korzystali? Kogo byłoby stać na wydrukowanie czy kupienie tego wszystkiego? Otrzepcie się i albo przyznajcie, że projekty Wiki są na miarę naszych czasów i warto się do nich przyłączyć, albo sami stwórzcie coś lepszego.