Egzemplarze autorskie

Przed świętami szał prezentów. Nie ma co ukrywać – nierzadko w charakterze tych ostatnich tłumacz czy autor wykorzystuje egzemplarze gratisowe przysługujące mu… Aha, właśnie że nie! Tak naprawdę, wbrew szerzącej się wśród twórców opinii, egzemplarze autorskie wcale nikomu nie przysługują. Owszem, jest gdzieś tam w ustawie zapis, że tłumacz/autor dostaje egzemplarze gratisowe wymienione w umowie, ale ustawa wcale nie wspomina, że w umowie należy ten zapis zawrzeć. Te darmówki są, podobnie jak kawa czy herbata w zakładzie pracy, w gestii zlecenio-/pracodawcy i zależą wyłącznie od jego dobrej woli.

Dlatego jeden wydawca może hojnie obiecać autorowi sześć czy dziesięć egzemplarzy, a drugi ma pełne prawo nie dać nic. A my, zleceniobiorcy, wykonawcy dzieła, autorzy i inni współtwórcy nie powinniśmy się o to rzucać ani wyżalać. Tak już w życiu jest: jedni mają gest, inni nie. Owszem, trochę przykro, gdy się wymyśli fabułę i bohaterów, napisze tekst do książki, opracuje układ graficzny, a potem dostanie się tylko jeden czy nawet dwa egzemplarze, ale trudno.

Głupia sprawa, jeżeli w umowie stoi, że nam przyślą egzemplarze autorskie, książka od dawna hula po rynku, a naszych darmówek nie widać. Cóż, skoro jest w umowie, trzeba się upomnieć. Jedni wydawcy mają fajny system i kierują egzemplarze do tłumacza/autora niejako z automatu, a wysyłkę załatwia sieć dystrybucji, fachowo pakując książki. Inni strasznie się z tym męczą. Pewnego razu dostaliśmy wypraszane od ponad roku egzemplarze w pudełku po naszych butach (!), w którym dwa lata wcześniej sami wysłaliśmy do tego wydawcy inne materiały. A zdarzało się też, że po powtarzanych prośbach o należne według umowy książki musieliśmy wzruszyć ramionami i strząsnąć pył z sandałów.

Inna rzecz, kiedy takowych egzemplarzy nie uwzględniono w umowie. Wtedy wszystko jest jasne – pracujemy wyłącznie dla wynagrodzenia pieniężnego. Może trudno w to uwierzyć, ale wiele książek, które na naszej stronie internetowej przewijają się na zdjęciach slajdera, kupiliśmy sobie sami, kiedy udało się znaleźć dogodną cenę. Z kolei wielu własnych „produkcji” nie kupiliśmy nigdy i ich nie posiadamy, bo zwyczajnie szkoda nam było pieniędzy.

W tym miejscu gorąco dziękuję wszystkim miłym wydawcom, którzy byli tak uprzejmi, że podrzucili nam egzemplarze opracowanych przez nas książek. Niektóre z tych dzieł naprawdę sporo kosztują – ten czy ów wydawca mógł je puścić na rynek, a jednak pomyślał o nas i dzięki temu teraz my ciepło myślimy o nim. Nie tylko w świąteczny czas. Zawsze, kiedy zerkamy na półki, jesteśmy Wam wdzięczni.