Fałszywy przyjaciel praktycznie zaaklimatyzowany

A może nie powinno się walczyć z fałszywymi przyjaciółmi tłumaczy? Może lepiej pozwolić im hulać wzorem innych zapożyczeń z języków obcych i spokojnie patrzeć z boku, jak żyją własnym życiem? Nie mam pojęcia, co należy odpowiedzieć na te pytania, ale doświadczenie podpowiada, że walka z fałszywymi przyjaciółmi to jeszcze jedno zawracanie Wisły kijem, jak każde działanie na siłę poprawnościowe.

Doskonałym przykładem jest dobrze znane słowo „praktycznie”, które PWN-owski Słownik Języka Polskiego (ten on-linowy) kwalifikuje jako partykułę, „składnik wyrażeń praktycznie biorąc, praktycznie rzecz biorąc”, a Słownik Poprawnej Polszczyzny, słownik Doroszewskiego oraz papierowy Szymczaka zaliczają je do przysłówków (podają jego stopień wyższy).

Z wymienionych słowników wszystkie, oprócz SPP, podają tylko jedno znaczenie wyrazu „praktycznie”, bo choć definicję rozbito na dwa punkty, oba odwołują się do praktyczności i praktycznego pożytku. Właśnie dlatego jeszcze dwadzieścia lat temu każdy szanujący się redaktor tępił mechaniczne tłumaczenie angielskiego practically („praktycznie”). Uczulano tłumaczy i młodszych stażem redaktorów, aby sięgali po takie określenia jak: „prawie”, „w zasadzie”, „na ogół”, „właściwie”, będące krótszymi zamiennikami zwrotu „praktycznie biorąc”. Widać jednak, że całe to tępienie i uczulanie psu na buty się zdały, bo fałszywy przyjaciel praktycznie się zaaklimatyzował.

Wszyscy tłumacze, z którymi miałam do czynienia, uparcie pisali „praktycznie”, a nieliczni redaktorzy (w tym ja) niezmordowanie zawracali Wisłę kijem, poprawiając na „właściwie” itd. Dziś w SPP stara dwupunktowa definicja jest ściśnięta do jednego punktu, w drugim zaś punkcie figuruje nowe, przygarnięte znaczenie tego słówka, choć SPP zaleca stosowanie dawnych polskich zamienników. Ale tylko zaleca, nie tępi. A słowniki dwujęzyczne w haśle practically jako pierwsze podają znaczenie: „niemal, praktycznie, właściwie” (diki.pl).

No i po co było tyle zawracania? Wisła i tak płynie po swojemu, choć kij srodze się nad nią napracował. Przykład z najnowszych czasów: „Choć ptaki kłóciły się praktycznie codziennie…” – cytat z książki Justyny Bednarek Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek (2015), porządnie zredagowanej i skorygowanej, cieszącej się zasłużonym powodzeniem wśród dzieci i dorosłych, w dodatku będącej lekturą szkolną. Koniec i kropka. Kolejne pokolenia nie będą w ogóle wiedziały, że było z tym wyrazem jakieś wielkie halo.

 

PS Z moich obserwacji wynika, że podobną karierę zrobiło to słowo w języku rosyjskim, w którym brzmi практически (czyt. prakticzeski). Dawniej praktycznie go w literaturze nie było, teraz w literaturze dla dzieci występuje w nowym, takim samym jak u nas znaczeniu. Zdaje się, że nie tylko Wisły, ale i Wołgi kijem nie zawrócisz.