Kiście rąk, czyli garść rusycyzmów

Sądząc z dość powszechnej nagonki na rusycyzmy (zob. tutaj), można by się spodziewać, że jest ich we współczesnej polszczyźnie niewiele. I rzeczywiście, jeśli przeszukamy pod tym kątem hasła w Słowniku Wyrazów Obcych PWN, znajdziemy takie nieliczne i dość oczywiste zapożyczenia, jak: jaga, jenot, kułak, zapadnik, żeń-szeń (to ostatnie z chińskiego, importowane do nas przez Rosję). Z oczywistych względów ogromna większość haseł tego słownika to wyrazy pochodzenia łacińskiego, francuskiego, niemieckiego, włoskiego i angielskiego, z małym dodatkiem czechizmów czy rutenizmów. Czy rzeczywiście zapożyczeń z rosyjskiego jest tak mało? Aż dziw bierze, jeśli się weźmie pod uwagę uwarunkowania historyczno-geograficzne. A może ich po prostu z jakiegoś powodu nie odnotowano?

W dzieciństwie, a może we wczesnej młodości, natknęłam się w literaturze pięknej na poetyckie zestawienie słów „kiście rąk”. Brzmiało dziwnie i brzmi tak nadal, już słownik Doroszewskiego kwalifikuje to określenie jako rzadkie. Dziwność rozwiewa się, kiedy sobie uświadomimy, że jest to zapożyczenie z rosyjskiego: кисть [kist’] = ладонь [ładoń] = ‘dłoń’. W rosyjskim spotyka się związek wyrazów кисти рук [kisti ruk], i to znacznie częściej niż w polskim, ale słowo кисть w znaczeniu ‘dłoń’ funkcjonuje też samoistnie. Ponadto u nas określeniem tym posługiwali się pisarze wychowani w zaborze rosyjskim (lub w byłym zaborze rosyjskim). Można się na nie natknąć m.in. w przekładzie poematu o Gilgameszu autorstwa Roberta Stillera, który dzieciństwo i młodość spędził w byłym zaborze rosyjskim, a polski tekst rzeczonego poematu przygotował głównie na podstawie wersji rosyjskojęzycznej. Właśnie dlatego uważam, że mamy do czynienia z zapożyczeniem: u nas było i jest rzadkie, górnolotne, nacechowane poetycko i ograniczone terytorialnie do wschodniej części kraju. U Rosjan jest powszechne. (Na marginesie: fakt że SJP PWN nadaje słowu „kiść” m.in. znaczenie ‘nadgarstek’, jest nieporozumieniem. Gdy mowa o „kiściach”, w dawnej literaturze nie chodzi o nadgarstek, tylko właśnie o dłoń – to, co za/pod nadgarstkiem – takie znaczenie wynika z kontekstu).

Jak wspominałam, nie jest łatwo rozpoznać zapożyczenia, które przekradają się z podobnego czy blisko spokrewnionego języka. Pomocą służy kilka podstawowych kryteriów.

1. Procesowi zapożyczenia zwykle (chociaż nie zawsze) towarzyszy nieduże przesunięcie pola semantycznego: najczęściej w języku docelowym słowo lub związek wyrazów przybiera nieco zawężone znaczenie niż w wyjściowym; może też w języku docelowym wykazywać pewne nacechowanie stylistyczne, np. być postrzegane jako górnolotne, wulgarne, młodzieżowe itd. Na przykład słowo „spojler” to po polsku ‘część samolotu lub samochodu’, a ostatnio również ‘informacja przedwcześnie zdradzająca treść utworu, psująca odbiór’. Po angielsku jednak spoiler to ogólnie ‘coś, co psuje’ – znaczenie jest bardzo szerokie, my zapożyczyliśmy ten wyraz tylko z cząstką jego wyjściowego pola semantycznego.

2. Jeżeli mamy do czynienia z zapożyczeniem z pokrewnego języka, zwłaszcza jeśli jego użytkownicy sąsiadują z sobą, trudno określić, w którą stronę zapożyczenie wędrowało przez miedzę. Podpowiedzią mogą służyć fakty z historii politycznej i gospodarczej, ale nie są to silne dowody językoznawcze. Znacznie lepiej o kierunku zapożyczenia świadczy frekwencja występowania: tam, gdzie dane wyrażenie czy zwrot są popularne i powszechne, tam pewnie jest ich ojczyzna; tam zaś, gdzie pojawiają się rzadko (zwłaszcza jeśli są ograniczone terytorialnie), i to jeszcze z nacechowaniem stylistycznym – najprawdopodobniej są zadomowioną pożyczką.

3. Jeśli w języku docelowym funkcjonują dość ścisłe synonimy danego słowa czy związku wyrazów, to również przemawia za tym, że mamy do czynienia z zapożyczaniem. Ten fakt często podnoszą puryści językowi jako argument za tym, że rusycyzm czy anglicyzm jest szkaradny – bo próbuje zastąpić istniejące odpowiedniki w naszym ukochanym języku. Twierdzą, że taka pożyczka zaśmieca nasz czysty język, co jest oczywiście podejściem wartościującym, nie naukowym. W moim odczuciu zapożyczenia wzbogacają język (i to też jest podejście wartościujące), ale niekiedy są zwyczajnie niezbędne, żeby coś precyzyjnie nazwać, jak wspomniany już „spojler”.

Przyjrzyjmy się kilku polskim związkom frazeologicznym, których nie podejrzewa się o to, że przyszły do nas zza wschodniej granicy, a jednak wykazują podejrzane podobieństwo do swoich rosyjskich odpowiedników.

Władać językiem (np. niemieckim) – książkowe określenie, dość pretensjonalne; potocznie powiedzielibyśmy „mówić po niemiecku”, „znać niemiecki” „posługiwać się niemieckim”. Rosyjski odpowiednik: владеть языком (немецким) [władiet’ izykam (niemieckim)]. Kryteria (1) i (3) spełnione; o frekwencji nic nie powiem, ponieważ jej nie badałam.

Bierze swój początek – dość pretensjonalne określenie odnoszące się do jakiegoś abstrakcyjnego zjawiska lub rzeki; prościej byłoby napisać „zaczyna się” albo „miało początek/zostało rozpoczęte”, o rzece: „wypływa”. Rosyjski odpowiednik: берет свое начало [bieriot swajo naczało]. Kryteria (1) i (3) spełnione; frekwencja nieznana.

Chodziły słuchy – zwrot potoczny; samo słowo „słuchy” w znaczeniu ‘plotki’ nie występuje solo, tylko w związkach frazeologicznych. Rosyjski odpowiednik: ходили слухи [chodili słuchi] też jest potoczny, ale mniej kolokwialny niż u nas. Kryteria (1) i (3) spełnione – mamy przecież swoje „plotki” i „pogłoski”.

Po staremu – kolokwialne wyrażenie o znaczeniu ‘jak dawniej’, ograniczone w polszczyźnie do pewnego kontekstu. Rosyjski odpowiednik: по-старому [po-staramu] ma szerokie, ogólne znacznie i jest używany znacznie częściej niż u nas. Spełnione kryteria (1), (2) i (3).

Po swojemu – wyrażenie potoczne, zamiast którego można użyć wyrażenia „na swój sposób”. Rosyjski odpowiednik: по-своему [po-swojemu] jest popularny i raczej nie ograniczony do rejestru potocznego. Spełnione kryteria (1) i (3), przypuszczalnie również (2).

W miarę – wyrażenie potoczne. Rosyjski odpowiednik: в меру [w mieru] oznacza „umiarkowanie”, raczej nie jest potoczny. Spełnione kryteria (1) i (3).

Pod wieczór – ładne określenie okolicznikowe, stosowane zamiast zwyczajnego „wieczorem”, „wieczorami”. Rosyjski odpowiednik: под вечер [pod wieczer]. Spełnione kryterium (3), a w moim odczuciu również (1).

Kropka w kropkę i wybitnie rosyjskie toczka w toczkę – wyrażenie potoczne, które w rosyjskim ujęciu точь-в-точь [tocz-w-tocz] (dosł. ‘kropka w kropkę’) nie jest nacechowane stylistycznie, oznacza ‘dokładnie, co do joty, wypisz wymaluj’ i występuje częściej niż u nas. Spełnione kryteria (1), (2) i (3).

Na kraj świata – wyrażenie rzadkie, książkowe, częściej powiemy „na koniec świata”, zwłaszcza że słowo „kraj” solo bardzo rzadko jest używane w znaczeniu „koniec, kraniec”. Rosyjski odpowiednik: на край света [na kraj swieta] może być jednak zapożyczeniem z polskiego, ponieważ oni z kolei obecnie rzadko na „świat” mówią свет, częściej używają słowa мир [mir].

Z lekka – wyrażenie książkowe, w zwyczajnej komunikacji używamy słów: „lekko”, „trochę”, „nieco”. Rosyjski odpowiednik: слегка [sliegka] wydaje się częstszy niż nasze „z lekka”, ale pewności nie ma. Spełnione kryteria (1) i (3).

To jest – zwrot o znaczeniu „to znaczy”, prawie wcale nieużywany na południu Polski. Rosyjski odpowiednik: то есть [to jest’], bardzo popularny. Spełnione kryteria (2 – ograniczenie terytorialne) i (3).

Trzepać językiem – kolokwialny zwrot, dla którego mamy rodzimy „mleć ozorem”. Uważam go za rusycyzm, ponieważ jest zapożyczeniem fonetycznym od трепать языком [triepat’ izykam], a samo трепать [triepat’] bynajmniej nie znaczy ‘trzepać’, tylko ‘czesać, międlić, klepać’. Spełnione kryteria (1) i (3).

Spode łba – kiedyś może było to wyrażenie potoczne, teraz jest książkowe. Oznacza dokładnie to samo co rosyjskie исподлобья [ispodłobia], czyli ‘(patrzeć) niechętnie, gniewnie z pochyloną głową’. Tyle że w rosyjskim całość ma dosłowny sens, ponieważ лоб [łob] to ‘czoło’ i faktycznie czynność ta wygląda jak spoglądanie spod pochylonego czoła, a nie spod głowy/łba. Kto jednak zaręczy za to, że mamy do czynienia z pożyczką? A może kiedyś „łeb” w polszczyźnie też oznaczał czoło i wyrażenie „spode łba” jest reliktem z tamtych czasów?

Stuknęła mu pięćdziesiątka – potoczny lub nawet kolokwialny zwrot o znaczeniu ‘skończył pięćdziesiąt lat’. Rosyjski odpowiednik: ему стукнул полтинник [imu stuknuł połtinnik] jest równie potoczny, w dodatku ma identyczną konstrukcję składniową i ten sam czasownik co polski zwrot; i tu, i tu zostaje podstawiony rzeczownik oznaczający jakąś wartość liczbową. Trudno stwierdzić, który język był docelowy, a który wyjściowy, niemniej zapożyczenie jest wyraźne – identyczny współczesny frazeologizm nie mógł wyewoluować równolegle w dwóch blisko ze sobą związanych językach. (Że jest współczesny, to dość oczywiste – nie istniał w czasach oświecenia, nie mówiąc o językach staropolskim i staroruskim).

Jak widać, związki frazeologiczne mogą być mocno podejrzane o to, że są zapożyczeniami z rosyjskiego, ale wcale być nimi nie muszą. A to właśnie wśród nich puryści najczęściej doszukują się paskudnych rusycyzmów, zapożyczenia jednowyrazowe jakby mniej im przeszkadzają. Tymczasem tych ostatnich jest więcej, niż odnotowuje wspomniany SWO…