Siurpryza

To bardzo ciekawe słowo, choć od dawna już nieużywane i w słownikach opatrzone odpowiednim kwalifikatorem. Dlaczego ciekawe? Nie używało się go w zaborach austriackim i niemieckim. Nie przebadałam oczywiście wszystkich dzieł polskich twórców, ale zajrzyjmy choćby do słownika Doroszewskiego – cytaty z „siurpryzą” są z Żeromskiego i Zofii Kossak-Szczuckiej, a oboje ci pisarze wychowywali się w zaborze rosyjskim.

W Korpusie JP mamy cytat z Dygata (warszawiak, rocznik 1914), któremu nawiasem mówiąc spaskudzono nazwisko w adresie bibliograficznym (https://sjp.pwn.pl/korpus/zrodlo/siurpryze;13,1;43557.html), oraz z Sapkowskiego, który zapewne „siurpryzę” zna z literatury pięknej, bo za jego czasów już się tego słowa nie słyszało na ulicy.

„Siurpryzę” znajduję np. w Świętym ogniu Zbigniewa Żakiewicza (ur. w Wilnie, rocznik 1932) oraz w zdigitalizowanym przedwojennym „Tygodniku Wileńskim” i „Kurjerze Warszawskim”. Roi się od siurpryz u Kraszewskiego (np. w Obrazkach historycznych; pisarz wychowany w Warszawie, korzenie rodzinne miał w Grodzieńszczyźnie). Są też u Orzeszkowej (od zawsze i na zawsze związanej z Grodzieńszczyzną). U dawnych pisarzy spoza zaboru rosyjskiego nie widzę siurpryz i już.

Słownik Doroszewskiego, podobnie jak Słownik Wyrazów Obcych PWN, podaje źródłosłów: <fr. surprise>, mimo że fonetycznie jest naszej siurpryzie bliżej do rosyjskiego wyrazu сюрприз, oczywiście zapożyczonego z francuskiego, ale czytanego [siurpriz]. Tymczasem polskie bezpośrednie zapożyczenia z francuskiego zaczynające się na „sur-” pisze się przez „sur-” (surrealizm, surdut, surdyna) i tak też się czyta, choć niektórzy silą się na „sir-”.

„Siurpryza” jest jedyna w swoim rodzaju – nie ma w polszczyźnie innych wyrazów zaczynających się na „siur-”. I powiedzmy sobie szczerze: wiele, jeżeli nie wszystko, przemawia za tym, że jest to rusycyzm. Ups, zapewne „szkaradny”, skoro istniało od zawsze rodzime słowo „niespodzianka”? Otóż nie. Jak bodaj każde zapożyczenie „siurpryza” nie jest szkaradna, tylko przydatna, ponieważ oznacza i oznaczała niespodziankę o szczególnym charakterze, nadawała wypowiedzi lekko prześmiewczy, szyderczy ton, o czym byśmy się przekonali, gdybyśmy uważnie czytali polskich klasyków.

Dlaczego nasze słowniki uparcie twierdzą, że zapożyczyliśmy to słowo z francuskiego? Podejrzewam, że z tego samego powodu, z którego do dziś niektórzy mają awersję do wyrazów pochodzących zza wschodniej granicy (zob. tutaj). Jakże to? Przyznać, że Orzeszkowa, Kraszewski, Żeromski i tylu innych wielkich pisarzy, dzięki którym polszczyzna przetrwała rusyfikację, posługiwali się rusycyzmem? A fe.

Na koniec dodam, że nie jestem osamotniona w podejrzewaniu wschodniej proweniencji zapożyczonej siurpryzy. W artykule „Nie zmusisz wiersze do milczenia!”, czyli analiza leksykalna i frazeologiczna poezji Teresy Lipińskiej Anny Rau znalazłam taki oto cytat z wiersza z analizą: „»Obraz siurpryzy szykuje« (Budzik) – niespodzianki (z jęz. rosyjskiego lub francuskiego)” [w: „VariArt” pismo kulturalno-literackie, nr 04/2013]. O autorce analizowanej poezji napisano tylko tyle, że żyje współcześnie w Olecku, czyli na północno-wschodnim krańcu Polski. Możliwe, że na tamtych kresach „siurpryza” zachowała się reliktowo w mowie codziennej. Fajnie, że autorka artykułu korzystała nie tylko ze źródeł słownikowych PWN.