Szaragi

Tak, właśnie to chciałam napisać w tytule, a nie „szparagi” ani „szarugi”, jak zapewne podpowiedziałby wszystkowiedzący wujcio Gogel. Natknęłam się na to słowo w starym wydaniu Niewidzialnego człowieka H.G. Wellsa, w przekładzie Eugenii Żmijewskiej. I ożyły wspomnienia.

Kto dziś wie, co to szaragi? Jasne, można przeczytać w internetowym słowniku PWN. „Stojąca drewniana rama z kołkami lub hakami służącymi za wieszadła na odzież” – definicja żywcem przeniesiona z poczciwego słownika Doroszewskiego, bez kwalifikatora, który by nam podpowiedział, że wyraz ten wyszedł z użycia dawno temu. Hm. W moim doświadczeniu językowym ostatnią osobą, która używała czynnie owego słowa, była moja dziewiętnastowieczna babcia, która dzieciństwo i burzliwą młodość spędziła we Lwowie i okolicach. Ciekawa jestem, czy ktoś z obecnie żyjących osób zna kogoś, kto odwieszał płaszcz na szaragi.

Nawiasem mówiąc, definicja jest tyleż zawikłana, co nieprecyzyjna. A może zbyt precyzyjna. Po pierwsze, wystarczyło napisać „stojący wieszak na wierzchnie okrycia” – są jeszcze takie w poczekalniach u lekarza czy u fryzjera, tylko z mieszkań poznikały na rzecz wieszaków ściennych. Po drugie, za życia mojej dziewiętnastowiecznej babci u nas w przedpokoju stały akurat zacne szaragi metalowe. Zapewniam, że lepsze od drewnianych, ponieważ nigdy nie traciły równowagi, kiedy się je nierównomiernie obciążyło ciężkimi ubraniami. Babci nie przeszkadzało żelazo, nazywała wieszak szaragami i już. Zatem „stojąca rama” wcale nie musi być drewniana.

Przyczepiłam się do PWN-owskiego słownika i zrobię to jeszcze nie raz. Dlaczego? Ponieważ zawiera nieaktualne hasła, za to brakuje w nim nowych słów, pojawiających się w naszym języku codziennym jak grzyby po deszczu, a jest słownikiem on-line i legitymuje się szacowną marką. Szlachectwo podobno zobowiązuje, przynajmniej powinno. I nie jest to słownik darmowy, jak można by przypuszczać. Został obwieszony banerami i okienkami reklamowymi jak jarmarczny stragan. Spoza krzyczących reklam trudno wręcz nieraz dostrzec „towar”, po który się tu przyszło, czyli  wiedzę o języku ojczystym. Zatem wydawca-wystawca sporo na tym towarze zarabia. Mógłby się bardziej postarać.

Wracam jednak do szaragów. W innym, choć również starym wydaniu Niewidzialnego człowieka zastosowano samo słowo „wieszadło”. Podobnie starodawne i rzadko spotykane jak „szaragi” i w słowniku PWN tak samo nieopatrzone żadnym kwalifikatorem. Nic to. Szaragów nie znalazłam ani w Słowniku wyrazów obcych, ani w papierowym Słowniku języka polskiego pod red. prof. Szymczaka tej samej szacownej firmy. Nie widzę tego wyrazu w słowniczku regionalizmów krakowskich, jest tylko wśród regionalizmów lwowskich odnotowanych w Wikisłowniku (umiejscowienie regionalizmu pasuje i do mojej kresowej babci, i do autorki przekładu Eugenii Żmijewskiej). Źródło to podaje, że „szaragi” wywodzą się z niemieckiego Schragen – ‘stojak, skrzyżowane belki, kobyłka, kozioł’. Etymologia trochę mało przekonująca. Niezastąpiony Gogel ilustruje słowo Schragen najróżniejszymi kobyłkami czy kozłami (jak kto woli, bo zdaje się, że oba te określenia to regionalizmy), ale nijak nie przypominają one wieszaka na ubrania – takiego porównania mój zmysł małego budowniczego w żadnym wypadku nie zaakceptuje. No i podobieństwo słów jakby naciągane.

Znacznie większe podobieństwo fonetyczne łączy nasze szaragi z rosyjskim słowem шарага (czyt. szaraga, l. mn. szaragi) – ‘grupa przestępcza, ciemna kompania, afera’. Daleko stąd jednak do wieszaka na ubrania. Ponadto w jednym słowniku rosyjskojęzycznym napisano, że słowo to wywodzi się z gwary więziennej, więc pierwowzorem dla niewinnych szaragów raczej nie jest.

Tak czy inaczej w PWN-owskim słowniku on-line wypada posprzątać. I nie wynosić szaragów do lamusa (bo w starszej literaturze jest ich sporo), tylko napisać przy nich prawdziwą definicję z odpowiednimi kwalifikatorami. Jak widać, nawet przestarzałe słowa da się śledzić i definiować.