Zwandalizowany (!) język hiszpański

Jest taki epizod w historii Europy, o którym Polacy mają niewielkie pojęcie, mimo że wiąże się z ziemiami polskimi. Hiszpan jednak wie o tym epizodzie co nieco i aby tym razem odkłonić się Hiszpanom, przypomnijmy te zdarzenia z ich historii, które miały największy wpływ na kształtowanie się języka kastylijskiego.

W zamierzchłej starożytności Półwysep Iberyjski zamieszkiwały plemiona Iberów (na południu) i Celtów (na północy). Nie tworzyły ośrodków państwowych, ale wchodziły ze sobą w kontakty, z czego wyłoniły się plemiona mieszane nazywane Celtyberami. Wyobrażam sobie, że ówczesny półwysep pod względem językowym przypominał kocioł z zaczątkami dobrej zupy.

Począwszy od 236 roku p.n.e. wybrzeże śródziemnomorskie dzisiejszej Hiszpanii upodobali sobie Kartagińczycy (z pochodzenia Fenicjanie). Założyli wiele kolonii handlowych, w tym Kartagenę, i stopniowo opanowali prawie połowę półwyspu. Przywieźli z sobą pewne zdobycze cywilizacyjne, mieli więc jakiś wpływ na kształtowanie się lokalnych języków, ale nie porządzili długo, ponieważ wdali się w konflikt z Rzymianami. W 218 roku p.n.e. kartagiński wódz Hannibal zaatakował rzymski Sagunt (dzisiejsze Sagunto w Walencji) i tak wybuchła druga wojna punicka, którą Kartagina w 201 roku sromotnie przegrała, tracąc swoje iberyjskie posiadłości na rzecz Republiki Rzymskiej.

Rozpoczął się okres rzymski, a zarazem wpływ łaciny na rozwój języków dzisiejszej Hiszpanii. To Rzymianie, tworząc swoje prowincje, nadali tym ziemiom ich obecną nazwę. I to oni narzucili im swoją cywilizację, choć oczywiście docenili miejscowe wina, konie i styl walki; to od miecza iberyjskiego wywodzi się słynny poręczny, obosieczny rzymski gladius. Podbój półwyspu odbywał się rzecz jasna stopniowo; najwcześniej i najmocniej zostało zlatynizowane wybrzeże śródziemnomorskie.

W 409 roku n.e. na teren Półwyspu Iberyjskiego przez pirenejskie przełęcze wkroczyły plemiona barbarzyńskie. W dziejach Hiszpanii rozpoczął się okres wizygocki. Kimże jednak byli ci tajemniczy barbarzyńcy? Starsi z nas zapewne pamiętają z lekcji historii, że plemionami germańskimi. Tak kiedyś uważali naukowcy. Dziś historycy nie są tego tacy pewni, a rozważania na temat pochodzenia czy składu etnicznego tych najeźdźców zajmują spore tomiszcza. Dorzucę na tę stertę swój kamyk: we współczesnym języku hiszpańskim (kastylijskim) nie widać wyraźnych śladów języków germańskich. A na przykład w angielskim jest takich śladów zatrzęsienie.

Trzy lata przed wtargnięciem barbarzyńców do rzymskiej Hiszpanii uderzyli oni na Cesarstwo Rzymskie od wschodu i rozpoczęli słynny barbarzyński rajd przez ucywilizowane ziemie. Byli wśród nich Wandalowie. I znów tradycyjnie określa się Wandalów plemionami wschodniogermańskimi, choć tak naprawdę ich skład i pochodzenie nie są do końca pewne. Nie wiadomo, skąd się wzięli (być może z południowej Skandynawii), wiadomo jednak, skąd na ten rajd wyruszyli.

Otóż jedna grupa, zwana Hasdingami, wystartowała z ziem dzisiejszej południowo-wschodniej Polski, znacznie później nazwanych Galicją. Grupa ta poobijała się po Europie Środkowej, przetoczyła przez Zachodnią i na krótko (410–420 n.e.) osiadła na północnym zachodzie Półwyspu Iberyjskiego – dokładnie tam, gdzie teraz jest Galicja. Nieprzypadkowa zbieżność nazw? Nie mam pojęcia.

Druga grupa Wandalów, Silingowie, wyruszyła w drogę z Dolnego Śląska i okolic (niektórzy na siłę wiążą jej nazwę z nazwą Ślęży i całego Śląska). Ona też pobujała się po Europie Zachodniej i również na krótko (410–418 n.e.) osiadła na Półwyspie Iberyjskim, tyle że przeszedłszy przez dzisiejsze Katalonię, Walencję i Murcję, zadomowiła się w Andaluzji, czyli na południu. Potem obie te grupy wiatr dziejów wymiótł z półwyspu i skierował do Afryki.

O Wandalach niewiele wiadomo na pewno. Spustoszyli Rzym, stając się synonimem bezmyślnych niszczycieli, i dlatego ówcześni cywilizowani historycy nie pisali o nich dobrze ani też zapewne obiektywnie. Mnie obie grupy interesują jako możliwy nośnik cech, które wskazują na podobieństwo współczesnych języków hiszpańskich i słowiańskich, o czym pisałam tutaj. Wandalowie nie nieśli z sobą żadnych specjalnych zdobyczy cywilizacyjnych, toteż ich mowa raczej nie miała prawa zostawić w Hiszpanii śladów leksykalnych. Wszystko, co z sobą ciągnęli, na miejscu miało już nazwy. Ale niewykluczone, że właśnie oni zawlekli na półwysep sposoby myślenia, które pozostawiły trwały ślad w składni i budowaniu wypowiedzi w językach kastylijskim, katalońskim i może też galicyjskim (tych dwóch ostatnich nie znam, wiem jednak, że mieszkańców Galicji wyróżnia w ich ojczyźnie specyficzny, uduchowiony sposób myślenia, a Katalończyków – niezależność i niepokorność).

To wszystko tylko przypuszczenia, ale póki co jest to jedyna znana nić wiążąca historycznie południowopolskie ziemie z hiszpańskimi, a chronologicznie ta nić odpowiada epoce tworzenia się zrębów europejskich języków narodowych.

Wizygoci, już jako lud chrześcijański, panowali na Półwyspie Iberyjskim dość długo. W 711 roku najechały ich z Afryki Północnej ludy arabskie i dość szybko podbiły cały półwysep, nadając mu nazwę Al-Andalus, od której wywodzi się nazwa Andaluzji. Maurowie nieprędko i oczywiście niechętnie wynieśli się z Europy. Rekonkwista, czyli zbrojne odzyskiwanie przez chrześcijan całego półwyspu, trwała od VIII do XV wieku. Przez cały ten czas Arabowie mieli wpływ na kształtowanie się miejscowych języków, a także na rozwój nauki i kultury w dość ciemnej wówczas Europie. Wiadomo, że z ich języka wywodzą się liczne słowa zaczynające się na „al-”, „ar-”, jak: algebra, algorytm, alchemia (i pośrednio: chemia), alkohol, alkaloid, alkalia, alkowa, arsenał. Do języka hiszpańskiego Arabowie wnieśli również nazwy przedmiotów luksusowych, jakich do tej pory Hiszpania za bardzo nie znała, w tym almohada – poduszka, alfombra – dywan, aldaba – kołatka, azúcar – cukier. Ale nie tylko. Z arabskiego pochodzi znane skądinąd i u nas słowo jamás [hamas] (nigdy), które przyjęło się, chociaż już wcześniej miejscowi mieli łacińskie nunca. Jak widać, od przybytku głowa nie boli, dlatego Hiszpan nieraz powie jednym tchem: nunca jamás, a do zdania przeczącego wstawi więcej niż jeden wskaźnik zaprzeczenia. Dokładnie tak samo jak Słowianin.

A może jak Wandal? Tego się nie dowiemy. Wandalów ostatecznie pod Kartaginą, w Afryce Północnej, roznieśli w pył Bizantyjczycy. Niedobitki żołnierzy wcielono do armii cesarskiej. Część ludności cywilnej jednak, jak uważają niektórzy historycy, pozostała w Hiszpanii i wtopiła się w miejscowy żywioł mauretański i łacińskojęzyczny. Zniknęły świadectwa odrębnej kultury Wandalów (jeśli jakieś były), ale być może pozostał ślad w sposobie myślenia i budowania zdań u mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego.